strajk nauczycieli

Strajk nauczycieli, czyli jak to wygląda naprawdę

Strajk nauczycieli to ostatnio bardzo gorący temat. Wałkujemy go w prawo i w lewo. Omawiamy i wysłuchujemy pretensji. Tak dla odmiany, ja dziś postaram się nie dotykać zbytnio tematu politycznego, ale bardziej chciałabym porozmawiać z Wami na tematy praktyczne.

Witajcie Kochani. O tym, czy strajk nauczycieli powinien się odbywać, czy też nie – każdy może się wypowiadać godzinami. Nie da się bowiem ukryć, że każdy ma coś ważnego do powiedzenia. Jak to jednak wygląda ze strony rodzica?

W piątek ustalono, że w poniedziałek trzeba zapewnić swoim dzieciom opiekę. Osobiście dzwoniłam do p. Dyrektor przedszkola i dowiedziałam się, że mam czekać do niedzielnych rozmów, bo może ostatecznie Rząd zgodzi się na ultimatum. Ewentualnie w poniedziałek będziemy się martwić. To absurd! Każdy pracownik wie doskonale, że w 99% przypadków musimy zadbać o to jak najwcześniej, aby coś ustalić. Chyba nikt z nas nie może wziąć wolnego z dnia na dzień i siedzieć w domu tak długo, aż strajk nauczycieli się nie zakończy.

Forma strajku, a społeczna wściekłość

Co ciekawe, większość gmin i miast, dyrektorzy przedszkoli i szkół zaproponowali swoim podopiecznym i ich rodzicom rozsądne rozwiązania na czas strajku. Choć zajęcia dydaktyczne się nie odbywają, dzieci mają zapewnioną opiekę w łączonych grupach. To jestem w stanie zrozumieć. Jednak absolutnym idiotyzmem wydaje mi się być zamykanie szkół i przedszkoli „na głucho”, odprawianie rodziców z dziećmi z kwitkiem i pozostawianie wszystkich „na lodzie”. Spójrzmy prawdzie w oczy. W poniedziałek rano wielu rodziców zostało z dzieckiem przed zamkniętą placówką, zastanawiając się przy tym co zrobić, bo do pracy dziecka nie weźmiemy. Do tego żadna placówka oświatowa nie powinna dopuścić!

Osobiście jestem wściekła. Muszę się nie źle nagimnastykować, by zapewnić moim dzieciom opiekę w ten trudny czas. Nasze przedszkole jest zamknięte na wszystkie spusty. Gmina nie przygotowała żadnej formy opieki dla naszych dzieci na czas strajku. Od przedszkola usłyszeliśmy tylko „radźcie sobie sami” i pozostawili nas wszystkich bez pomocy!

Dziecko w pracy

Kochani rodzice – ilu z nas ma możliwość zabrania swoich dzieci do pracy? Wyobrażacie sobie, żeby np. górnik zjechał z przedszkolakiem na kopalnię, bo zamknęli przedszkole? Lekarz, pielęgniarka czy instrumentariuszka spędzili miły dzień przy stole operacyjnym przy dzieciach w wieku od 3 do 8 lat biegających po sali? Policjant będzie ganiał za przestępcami z dzieckiem pod pachą? Albo kasjerka przez 8 godzin będzie zasuwać z towarami i pieniędzmi, jednocześnie zajmując się dzieckiem za plecami?

Kiedy usłyszałam od przedszkolanek z naszej placówki, że mam sobie zabrać dzieci do pracy to nie wiedziałam, czy to żart czy kpina. Pani zasłaniała się przepisami BHP w przedszkolu, które mówią, że maks. 25 dzieci na nauczyciela. A co z przepisami w naszych miejscach pracy? Przecież każdy z nas ma przepisy BHP, epidemiologiczno-sanitarne, prawa konsumenta, pacjenta itd. itp., których musimy przestrzegać! Jeśli weźmiemy dzieci do pracy to pracodawca ma możliwość zwolnienia nas z powodu rażącego naruszenia lub nie przestrzegania w/w przepisów!

Przedszkolanka zawsze wie lepiej!

Z Panią Przedszkolanką poruszyłam ten temat i oczywiście usłyszałam, że przesadzam, a moją trójkę mogę śmiało wziąć sobie do pracy. Pracuję w służbie zdrowia. Za kwotę o 2 do 4 razy mniejszą od pensji nauczycieli, każdego dnia babram się w krwi pacjentów. Ale oczywiście zdanie Przedszkolanki jest takie, że moje miejsce pracy jest jak najbardziej odpowiednie do tego, by zabrać tutaj dzieci, niech biegają po poradni i patrzą na zabiegi. Ja natomiast przesadzam, że moja praca jest nieprzyjemna, trudna, czasem niebezpieczna i przykra. To oczywiste. Przecież zawodowe robienie zamków z piasku jest z pewnością trudniejsze niż praca w służbie zdrowia, powinno być o wiele więcej płatne! Zaś nauczyciele posiedzą sobie w domu i po odpoczywają przed nadchodzącym wolnym z okazji Świąt Wielkanocnych i majówki, a ja sobie do pracy zabiorę jeszcze do kompletu trójkę dzieci. Wiadomo – tutaj żadne zasady BHP i inne nie obowiązują. One są tylko w przedszkolu, żeby utrudnić nauczycielom pracę…



Przecież możemy wziąć wolne

Każdy rodzic ma prawo wziąć dwa dni w roku urlopu na dziecko do 14 r.ż. Możemy wziąć opiekę. Urlop. No i oczywiście usprawiedliwione nie stawienie się w miejscu pracy. Pracodawca nie może nam nic zrobić z tego powodu. Czyżby?

Urlopu opiekuńczego są 2 dni w roku! Jeśli weźmiemy je z powodu strajku, zabraknie gdy np. dziecko złamie nogę, wstanie z silnymi wymiotami, czy cokolwiek innego. Po za tym – strajk nauczycieli może trwać dłużej.

Urlop. Dlaczego mam tracić mój urlop wypoczynkowy, dający mi prawo wypoczęcia po ciężkiej pracy na to, by zastępować nauczycieli w edukacji moich dzieci? Jeśli mamy zaplanowany urlop np. na okres wakacyjny, gdy większość placówek jest nieczynnych, to na pewno nie wystarczy nam tego urlopu na teraz i potem. A co z wyjazdem wakacyjnym? Czy to fair, że rodzice muszą rezygnować ze wszystkiego, bo nauczyciele będą jeszcze trochę więcej odpoczywać?

Opieka na dziecka do 14 r.ż. Pewnie, istnieje. Podczas opieki otrzymujemy 80% wypłaty. Kto nam odda te 20%? Przecież nie z mojej winy czy choroby dziecka muszę pozostać w domu, dlaczego znów mam tracić? Traciłam przez całą zimę, gdy dzieci chorowały.

No i oczywiście, musimy pamiętać, że zakład pracy może być stratny z powodu nie przyjścia do pracy pracownika. Wówczas już może szukać powodu do tego, by zabrać nam premię albo nawet zwolnić z pracy. W imię czego?

Nauczyciele – grupa społeczna zarabiająca zbyt mało

Z Kartą Nauczyciela, czas pracy wynosi 40 godzin tygodniowo. Przez 18h pracują w szkole, ucząc dzieci w klasach. Przez 22h nauczyciel powinien się dokształcać, przygotowywać do pracy, sprawdzać klasówki itd. Za swoją pracę, średnio otrzymuje od 3000zł do nawet 5600zł brutto. Do tego urlopy dla podratowania zdrowia, wakacje, święta, ferie zimowe nagrody, dodatki, benefity, jubileusze itd. Czy to mało? Owszem, nauczyciele mogliby zarabiać więcej. Jak każdy z nas. Ale paraliżując pół kraju i robiąc wszystkim pod górkę – nie wiem, czy powinni to wszystko osiągnąć. Nie w taki sposób.

Wejdźmy do rynsztoka

Prócz tego, że wszystko odbywa się w taki sposób, jeszcze bardziej oburza mnie poziom wypowiedzi i mentalności nauczycieli na forach społecznych. Teksty w stylu „rodzice nie chcą zajmować się swoimi rozwydrzonymi bachorami”, czy „my, wykształciuchy musimy się trzymać razem” są po prostu prostackie i chamskie. Im dłużej czytam te wypociny niektórych nauczycieli stających w swojej obronie tym bardziej jestem tym przerażona. Kto uczy nasze dzieci? Jakim cudem mają wyrosnąć na zdrowych psychicznie, mądrych Polaków, skoro ich autorytetami w szkołach są na przykład nauczyciele o takim poziomie intelektualnym?

Jestem ciekawa Waszego zdania…

(Visited 958 times, 1 visits today)
Podziel się :)
Share