Pierwsza randka – emocje, niepewność i…niebezpieczeństwo

Dzień dobry 🙂
Zgodnie z obietnicą – dziś czas na część dalszą naszej opowieści…

Pierwszą część naszej historii poznaliście we wpisie „O początkach„. Cieszę się, że spotkała się z tak miłą reakcją oraz że się podobało 🙂

Dziś część dalsza, czyli – nasza pierwsza randka, pierwsze spotkanie w świecie realnym 😉

foto z flickr, autor Eric Silva

Zapraszam 😉

Po dwóch tygodniach wspólnych rozmów od rana do nocy i mojego kompletnego zauroczenia człowiekiem, z którym tak wspaniale się rozmawia – przyszedł czas na pierwsze spotkanie.

Jak wspominałam, nigdy jeszcze nie widzieliśmy się na żywo. Mieliśmy okazję oglądać swoje zdjęcia, ale na tym koniec. Nawet jeszcze nie miałam okazji posłuchać jego głosu… Nic!

Umawianie się na pierwszą randkę

Zaczęliśmy ustalać szczegóły spotkania. Niestety, jak wiadomo, spotkania z ludźmi poznanymi w internecie zawsze są niebezpieczne, w związku z czym bardzo starałam się zachować maximum ostrożności. W końcu – w sieci każdy może być kim chce. Nie miałam pewności, czy człowiek z którym rozmawiam od dwóch tygodni tak naprawdę nie udaje kogoś innego. Czy w rzeczywistości nie jest łowcą narządów, handlarzem żywym towarem tudzież inną formą bestii

On zaproponował spotkanie w Parku w Chorzowie. Nie wiem, czy znacie mniej więcej topografię tego parku, ale podpowiem, że jest totalnie olbrzymi (większy od miasteczka/wsi, w którym aktualnie zamieszkaliśmy), ma mnóstwo ścieżek, drzew i potencjalnie niebezpiecznych zakamarków, w których można zrobić komuś krzywdę i pozostać niezauważonym.

Tak czy inaczej – zapaliła się u mnie czerwona lampka.

Zaproponowałam spotkanie…w samiuteńkim centrum Katowic. Przy małym ryneczku, mini centrum handlowym i zajezdni autobusowej na Piotra Skargi – jest tam chyba z 5 przystanków autobusowych i prawie nie spotyka się chwili, żeby było tam pusto.

Większą obawą może być, czy uda się w tym tłumie spotkać z kimś niż to, czy ktoś zrobi tam krzywdę… Tak czy inaczej – uznałam to miejsce za potencjalnie bezpieczne. 

Umówiliśmy się około godziny 14. Uznałam, że tłumy będą na tyle wielkie, że w razie konieczności zdołam uciec, a jednocześnie – jeszcze nie samo apogeum tłumu.

I tak oto, wróciłam z praktyk, usiadłam przed komputerem i dostałam sms’a, czy już wychodzę, bo on już w drodze.
Zdziwiłam się bardzo, bo przecież miałam jeszcze 2h do spotkania…aż zauważyłam, że już po 13…
W biegu i totalnym pośpiechu szykowałam się, prasowałam ciuchy, robiłam makijaż…generalnie – nigdy wcześniej ani nigdy później nie przygotowałam się perfekcyjnie do wyjścia w tak krótkim czasie 😉


Zależało mi, aby się nie spóźnić. Zwłaszcza, że do dzisiejszego dnia oboje z Mężem jesteśmy bardzo punktualni. Nawet z 3 dzieci, jak się gdzieś umawiamy, jesteśmy raczej wcześniej niż później…

Ufff, byłam pierwsza. Czekałam przed wejściem do centrum handlowego, ale uznałam, że jakoś tak dziwnie i…weszłam do Empika. Napisałam sms’a, że czekam w Empiku i zaczęłam przeglądać książki. Stres sięgał zenitu! Ręce mi się trzęsły… Znalazłam jakiś dział, który nie był romansem 😉 wzięłam do ręki pierwszą z brzegu książkę, obróciłam na recenzję…i choć nie potrafiłam rozróżnić literek, skupiłam całą resztę swojego umysłu na tym…czy nie trzymam książki do góry nogami 😉


Nagle…tuż obok mnie stanął jakiś mężczyzna. Spojrzałam w bok i zobaczyłam dwa tulipany na tle…czyjejś klatki piersiowej. Szukałam wzrokiem twarzy, toteż zadarłam głowę do góry…i uśmiechnęłam się do człowieka, który później został moim Mężem 😀

Pierwsza randka – gdzie najlepiej?

Wspólnie ruszyliśmy przed siebie. W planach mieliśmy…pizzę. To straszne, ale oboje uwielbiamy pizzę, a po tych wspólnych latach, opanowaliśmy robienie własnej do takiego stopnia, że nie jesteśmy w stanie żadnej innej zjeść. Żadna restauracja, pizzahut ani nic…nie ma tak świetnej pizzy jak nasza. To naprawdę okropne, bo ma mnóóóóóstwo kalorii (wiecie, tych potworków, co w nocy wskakują do szafy i zwężają nasze ciuchy 😛 ) 

Rozmawiało nam się wprost bajecznie! Jeszcze lepiej niż poprzez gg. Wspaniałe uczucie.

Kiedy w pizzerii zaczął robić się tłok, zdecydowaliśmy, że wychodzimy…ale wcale nie chcieliśmy jeszcze kończyć spotkania! Przecież było jeszcze tyle wspólnych tematów do przedyskutowania.


Usiedliśmy na ławce w parku/małym skwerku blisko ścisłego Centrum Katowic. Gadaliśmy i gadaliśmy.

Koleżanka, u której doszło do naszej pierwszej wymiany zdań, a o której Wam pisałam w poprzednim wpisie „O początkach” również tego dnia miała swoją pierwszą randkę z nowo poznanym mężczyzną. Zadzwoniła do mnie, że to kompletny nie wypał i powiedziała, że siedzi sama w pubie. W kilka minut dołączyliśmy do niej i wspólnie rozmawialiśmy…
Nie. W zasadzie, to nie. My już się nagadaliśmy na tyle, że osiągnęliśmy etap wspólnego milczenia bez niezręczności.


Koleżanka natomiast miała wielką potrzebę wygadania się.
Słuchanie jej było dość trudne, jako że ona szybko mówiła, a my wyłapywaliśmy tylko niektóre słowa, mając przy tym głupkowaty uśmiech typowy, dla zakochanego człowieka 😉


Czas minął bardzo szybko i zanim się zorientowaliśmy..było już mocno po 21. Z koleżanką mieszkałyśmy blisko siebie, więc wsiadłyśmy razem do autobusu i pojechałyśmy. Ona jednak podczas naszego spotkania i w drodze autobusowej cały czas sms’owała z chłopakiem, z którym się spotkała…a ja? 
A ja nie!


Wróciłam do domu, było już po 22. Włączyłam komputer, a tam cisza…
Byłam mocno zmartwiona.
Wszelkie czarne scenariusze chodziły mi po głowie, a najgorszym z nich było to, że może jednak nie spodobałam się jemu…

Siedziałam smutna, płacz na końcu nosa…
Umyłam się. Było już po 23…
No, ale przecież nie odezwę się pierwsza!

Przed północą dostałam wreszcie wiadomość. Był zachwycony naszym spotkaniem…
Umówiliśmy się na kolejne spotkanie następnego dnia rano. Przed moimi praktykami.

Szczęśliwa jak nigdy, zasnęłam.
To była piękna noc 🙂
A ja nie mogłam doczekać się ranka 🙂

(Visited 100 times, 1 visits today)
Podziel się :)
Share