Nieustannie katuję swoje dzieci…

Dzień dobry,

dziękuję Wam, za Wasze opinie, rady i pomysły. Jesteście niezastąpieni…
Dzisiejszy wpis będzie o czymś potwornym. O czymś, czego nie potrafiłabym nawet sobie wyobrazić czy narysować… O czymś gorszym, niż najgorszy sen…
Zdjęcie prywatne, proszę nie kopiować i nie udostępniać
Być może pamiętacie jeden z najchętniej czytanych postów: Radosna Chata musi zniknąć.
W tym poście, a także postach powiązanych pisałam Wam o pewnej okrutnej „osobie”, która skutecznie niszczy nasz świat. Przyznam szczerze, że to już nawet nie zasługuje na miano -człowiek-
Siedziałam w ogródku z Synkiem. 
Starsza Córeczka w przedszkolu.
Młodsza Córeczka spała w łóżeczku.
Pod dom podjeżdża radiowóz.
Zdziwiłam się trochę, bo nikogo nie wzywałam, a tu policja pod dom podjeżdża, ale pomyślałam, że może się pomylili z adresem i podeszłam do furtki, aby podpowiedzieć drogę.
Policjant jednak zapytał, czy to adres (tu podał nasz) i czy ja to ja.
Odpowiedziałam, że tak.
Policjant poprosił o możliwość rozmowy.
Zaprosiłam do ogródka, gdzie Synek bawił się w piaskownicy.
Usiedliśmy. Rozmawialiśmy. Okazało się, że „osoba” poszła do MOPSU i zgłosiła, że my katujemy nasze dzieci. Zgłosiła, że stosujemy wobec dzieci przemoc. No i że przemoc stosujemy także wobec niej. 
W efekcie założono nam niebieską kartę i rozpoczęto postępowanie wyjaśniające.

Szok i niedowierzanie!

Jak tak w ogóle można?! Tym bardziej, że biologicznie „osoba” jest członkiem rodziny!!!?
Nie potrafię nawet opisać co czuję w tej kwestii. Ani swoich uczuć, ani tym bardziej nienawiści, która we mnie dosłownie WYBUCHŁA! Cieszę się, że przez kilka kolejnych dni nie będę zmuszona do oglądania podobizny tej „osoby”, bo aż mi nie dobrze się robi na samą myśl o tym wszystkim…
Pozytywne jest to, że oczywiście nasze dzieci nigdy nie były przez nas katowane, znęcane czy choćby bite, ale nerwy nasze i oddziaływanie tej sytuacji na dzieci jest niesamowicie podłe! Wiem, że sąsiedzi powiedzą prawdę o nas. Wiem, że mimo częstych wizyt w poradni pediatrycznej, nigdy nasze dzieci nie posiadały żadnych niepokojących śladów na ciele ani objawów, skutków znęcania się fizycznego czy psychicznego itd. Wiem, że w przedszkolu również mają o naszej rodzinie dobre zdanie. Jestem całkowicie spokojna pod tym względem.
„Osoby” również nigdy nie uderzyliśmy, choć wiele razy prowokowała dzielnie i naprawdę były powody do takiego zachowania, gdyby nie dało się powstrzymać swoich nerwów – na szczęście zawsze się kontrolowaliśmy.
Ale żeby takie zgłoszenie?
Jakim trzeba być potworem, aby tak regularnie i permanentnie niszczyć czyjeś życie?!
Co może kierować takim postępowaniem?
Długo nad tym myślałam i uznałam jedynie, że to może być nieogarnięta zazdrość. Obserwowanie naszego szczęścia i radości, naszej wesołej rodziny z tak bliska i tak często, gdy jest się zawsze samemu i zraża się do siebie wszystkich ludzi pozostając samemu…chyba jest ponad siły dla kogoś. 
Bo nic innego nie przychodzi mi do głowy.
Zastanawiam się jak wybrnąć z tej chorej sytuacji?
Jak postąpić?
Jak żyć przez jeszcze pewien czas w sąsiedztwie tak nieludzkiej istoty?
Jak zareagować?
Z jednej strony nie chcę się mścić, ale z drugiej muszę ukrócić takie postępki, zanim naprawdę wymyśli coś skrajnie głupiego co doszczętnie zniszczy nas na zawsze…
(Visited 64 times, 1 visits today)
Podziel się :)
Share