Nieszczęścia chodzą…stadami?

Witam serdecznie!
Ogromnie jest mi miło, że tak dużo osób zaczęło mnie odwiedzać, a przede wszystkim, że moje wpisy powodują tak spore dyskusje 🙂

Ale dziś niestety trochę ponarzekam. Bo nieszczęścia wcale nie chodzą parami. One chodzą STADAMI!

zdjęcie w googlu odnalazłam

No niestety, pech nas nie opuszcza już od kilku dobrych tygodni.

Zdrowie dzieciom szwankuje. Wciąż zapalenie oskrzeli, mocne przeziębienia i tak w kółko. A ja po nocach nie sypiam, bo oni mają katarek… Koszmar! Od rana do nocy zasuwam przy nich, żeby im pomóc jak najszybciej wyzdrowieć, a potem przyjeżdża „ktoś” i nagle słyszę, że mam balagan w domu, czemu nie zrobione zakupy i w ogóle to co ja całymi dniami robię?!

Mąż zaczął ciągle pracować. Masakra. Cały tydzień. Każdy weekend. A ja sama samiuteńka w domu siedzę z dziećmi i próbuję dać radę wszystkiemu…

Do tego auto co tydzień się psuje. Co tydzien coś innego… Ale każdorazowo wysokie koszty naprawy. Normalnie szok!

Dodatkowo zawalam kilka spraw papierkowych – zupełne moje niedopatrzenia. Chyba już po prostu zmęczona bardzo jestem…

Ehhh, idźcie już nieszczęścia, na to pół roku mam dość i nie chcę już nic więcej.

Czy u Was też tak jest? Że jak się wali to spooorooo, a jak skończy to spokój na pół roku?

U nas co rok w grudniu do stycznia trwa pożoga totalna, wszystko się wali, a później pół roku wychodzi z tego. Kolejny cyrk w okolicy czerwca/lipca, a później już lżej do grudnia, czas na wyjście z kłopotów i wyprostowanie wszelkich spraw.

Normalnie jak w kalendarzu się to sprawdza już od chyba 6 lat :/

(Visited 69 times, 1 visits today)
Podziel się :)
Share