Martwię się

Martwię się…a nie powinnam?

Martwię się… Zamartwianie dotyczy niemal każdego z nas i często potrafi skutecznie uprzykrzyć życie, spędzać sen z powiek…

Dzień dobry,

przede wszystkim, bardzo dziękuję, że wciąż ze mną jesteście 🙂 Czas pędzi nieubłaganie, a ja ostatnio nie bardzo potrafię się z tym czasem dogadać 😉

W pracy dni mijają bardzo przyjemnie i kreatywnie, co mnie ogromnie cieszy. Dzieci póki co zaliczyły tylko jeden tydzień chorowania w domu. Okazuje się, że moje naturalne sposoby na odporność są bardzo skuteczne 😉 Choć myślę, aby ten tydzień posiedzieli w domu…albo chociaż 2 i 3 listopad, trochę im podniesiemy odporność znowu, bo zapowiada się na kolejną infekcję.

Ja natomiast zaliczam całą salwę martwienia się… Martwię się przede wszystkim o dzieci, ale także o Męża, o siebie, rodziców i dziadków, a także hodowlę, naszą sunię, która prawdopodobnie jest w ciąży, no i o budowlę, która stoi w miejscu i ani drgnie, co naprawdę solidnie spędza mi sen z powiek. Zasypiam dość szybko, a później budzę się w środku nocy i już nie bardzo mogę spać.

Czy Wam również zdarza się martwić o wiele spraw?

Zwłaszcza w nocy? Chyba po prostu w nocy mam wystarczająco dużo spokoju i ciszy, żeby poświęcić się przemyśleniom. Kiedyś wraz z Mężem oglądaliśmy film „7 lat w Tybecie”, który tak nota bene polecam wszystkim 😉 W filmie wspomniano piękne słowa Dalajlamy, które zamieściłam w grafice do tego posta… „Jeśli problem jest do rozwiązania i możesz coś zrobić, nie ma potrzeby by się martwić. Jeśli nie jest możliwy do rozwiązania, martwienie się nie pomoże.” Oczywiście, to kolejne wspaniałe słowa tego niezwykle mądrego człowieka… Niestety gorzej, aby się do nich zastosować.

Jednakże, postanowiłam bardziej skupić się na tych problemach, które mogę rozwiązać, coś zrobić, niż na tych, co do których nie mam żadnej mocy sprawczej…

Pozostawiam Was z refleksją na ten temat i mam ogromną nadzieję, że Wy również weźmiecie sobie słowa Dalajlamy do serca 😉

(Visited 126 times, 2 visits today)
Podziel się :)
Share