Czy w Tobie również kryje się morderca?

Dzień dobry, dziś chciałabym opowiedzieć Wam okropną historię, ale z dobrym zakończeniem… Postanowiłam wybrać się z psami na spacer. Pogoda umiarkowana…słońca nie było, ale przynajmniej nie padało. Od wieczora zapowiadali ulewę, która miała trwać jeszcze kilka dni… Postanowiłam wybiegać moje czworonogi i poszliśmy…. Zrobiliśmy naprawdę dobrych kilka kilometrów, zajrzeliśmy do lasu, a psiaki szalały ze…

Udostępnij
Share

Dzień dobry,
dziś chciałabym opowiedzieć Wam okropną historię, ale z dobrym zakończeniem…

Postanowiłam wybrać się z psami na spacer. Pogoda umiarkowana…słońca nie było, ale przynajmniej nie padało. Od wieczora zapowiadali ulewę, która miała trwać jeszcze kilka dni…
Postanowiłam wybiegać moje czworonogi i poszliśmy….

Zrobiliśmy naprawdę dobrych kilka kilometrów, zajrzeliśmy do lasu, a psiaki szalały ze wszystkich sił.

W drodze powrotnej, zupełnie przypadkowo, odnalazłam nową ścieżkę przez las. Mijałam na niej kilku ludzi. Gdy byłam już całkiem niedaleko wyjścia z lasu, usłyszałam straszne piski i jęki. Ewidentnie jakiś psiak ujadał smutno.

Szłam dalej, droga zakręcała, a pies nie przestawał wyć.
Dotarło do mnie, że nie słyszę przy tym żadnych głosów ludzkich, a jedynie tego pieska, który wył i wył….

Wtedy zaświtała w mojej głowie nowa myśl…
A co, jeśli tam jest jakiś ranny albo przywiązany do drzewa pies? I dlatego tak smutno wyje…

Ta myśl była na tyle silna, że od razu postanowiłam pójść w tamtym kierunku. Na moje szczęście pies nie przestawał „płakać”, więc mogłam podążać za jego wołaniem. Szłam naprawdę głęboko w las, przez mnóstwo chaszczy. Normalnie bym zrezygnowała, ale ten pies nie przestawał skomleć…

Wreszcie….zobaczyłam go. Z daleka, nie był przywiązany. Na widok mnie i psów zaczął uciekać w krzaki i nagle zniknął w dziurze w ziemi…

Przez ułamek sekundy chciałam zawrócić i dać mu spokój, ale zaraz dotarło do mnie, że jakiś powód tak przeraźliwego skomlenia musiał być…Przywiązałam moje psiaki do drzewa i podeszłam bliżej kryjówki. Pies schował się w (lisiej?) norce. Widać, że to była jego kryjówka już wcześniej. Biedny, był tak przerażony, że wcisnął się w dziurę tak głęboko jak mógł i nie chciał wyjść…

Długo się męczyłam, zanim zdołałam nakłonić go do wyjścia. Ale wyszedł. Zdołałam go złapać i wziąć na ręce.

Był to mały szczeniaczek. Miał jeszcze mleczne zęby!!!




Wróciłam ze wszystkimi psami do domu (malucha niosłam na rękach).
W domu wykąpałam go, bo miał na sobie tonę kleszczy. Mąż szukał właściciela, czy ktoś go nie szukał.
Po kąpieli nakarmiliśmy malucha i…usnął.

Ja w tym czasie obdzwoniłam schroniska. Nikt malucha nie szukał. Mąż wystawił wszędzie w internecie ogłoszenia, że znaleźliśmy szczeniaka.

Po południu pojechałam do weterynarza. Okazało się, że szczeniak miał około 10 TYGODNI!!!
Wyobrażacie to sobie?
Rozmawiałam długo z lekarką. Miejsce znalezienia psa było tak daleko od najbliższej ścieżki, że to praktycznie nie realne, aby pies sam tam dotarł. Najprawdopodobniej został tam porzucony…

10 tygodniowe szczenię…zostawione na pewną śmierć w środku lasu…od wieczora miała zacząć strasznie padać, nikt by już tam nie szedł. Psiak najpewniej spędził tam co najmniej 1 noc…


JAK MOŻNA BYĆ TAKIM POTWOREM?!?!?!

U weterynarza piesio został odrobaczony i opryskany na wszelki wypadek preparatem przeciwpchelnym. Nie nadawał się nawet na żadne szczepienia jeszcze.
Nie mógł mieć wścieklizny, bo nie miał żadnych śladów pogryzień. Inne choroby również wykluczone.

Zabrałam smyka do domu. Pojadł jeszcze naprawdę spoooro. Wyprzytulałam.

Nawet nie wiecie jaki był przerażony wcześniej i jak błogo mu było gdy wyspał się w cieple i spokoju.

Kolejnego dnia wszedł na etap spania na pleckach, wywalając ogromny, pożarty szczenięcy brzusio do góry <3

Wieczorem trafił do nowego domku. Mam nadzieję, że już nie spotka go żadne zło…

Szczerze przyznam, że wolałam szybko wysłać go do nowego domu, aby nie przywiązać się za bardzo… Później rozstanie byłoby prawie niemożliwe. Pewnie zupełnie niemożliwe… Znając życie, zostałby u nas…
A to, niestety, byłoby zupełnie nielogiczne biorąc pod uwagę, że chcemy założyć hodowlę psów…
Znalezienie dla malucha nowego domu wydawało się aktualnie najrozsądniejszą decyzją.

Pewnie po przeprowadzce do nowego, większego domu z większym ogrodem, nie oddalibyśmy tego słodziaka…ale niestety teraz nie mamy aż tyle miejsca. Czasem trzeba postąpić niekoniecznie zgodnie z sercem, ale w zgodzie z rozsądkiem.

Co nie zmienia faktu, że piesio został uratowany i zyskał nowe, mam nadzieję – lepsze, życie…



____________________________________________________________________________

Czy w Tobie też kryje się morderca?

Człowiek, który zostawił w lesie szczeniaka, dokonałby mordu na maluchu. W torturach, z głodu i pragnienia, z zimna i samotności… Właściwie, to na słowo „człowiek” nie zasługuje… To bestia…

Nie wiem czy i uwierzycie, ale we mnie też kryje się morderca.
Nie miałabym raczej zbyt wielkich wyrzutów sumienia, gdyby w podobny sposób potraktowano tego, który skazał na cierpienie to biedne zwierzę…

Udostępnij
Share

Similar Posts